Skryba świątynny zamknął oczy i umarł.
W tej samej sekundzie stanął przed obliczem bóstwa, któremu służył od lat młodzieńczych. Porażony ogromem mocy i potęgi, padł na kolana, a swoją twarz zasłonił dłońmi.
- Czemu tak korzysz się przede mną, człowieku? - spytał bóg - czyż nie postępowałeś zgodnie z moimi nakazami?
- Nie jestem godzien spojrzeć na Ciebie. - wyszeptała zalękniona dusza skryby.
Bóg przyjrzał się uważnie.
- Czemu? Powiedz mi, co robiłeś gdy przychodzili do ciebie ludzie słabi lub chorzy?
- Podawałem im leki, które znałem, by uśmierzyć dolegliwości, karmiłem, by wzmocnić ich ciała i poiłem naparem z ziół by sen ukoił ich ból...
- A co czyniłeś gdy władca twego kraju gotował się do wojny?
- Dowiadywałem się czy wróg jest prawdziwy i niebezpieczny. Jeśli tak nie było - doradzałem rezygnację z walki.
- A cóż robiłeś - spytało ponownie bóstwo - gdy na swej drodze spotykałeś mędrców?
- Zadawałem im pytania i słuchałem odpowiedzi w poszukiwaniu prawdy.
- Czemu więc obawiasz się mnie człowieku?
- Zawsze wątpiłem w twoje istnienie - odpowiedział skryba i przerażony zapłakał.
W następnym wcieleniu stał się najgorliwszym wyznawcą swojego własnego kultu.
środa, 19 marca 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz