czwartek, 27 marca 2008

O strukturze siły - Od_Nowa

Żył sobie raz pewien wirtuoz - naturalny talent. Mimo braków w wykształceniu, mimo trudnej sytuacji życiowej, wytrwale doskonalił swoje umiejętności, komponował własne utwory, by po kilku latach występować przed najznamienitszą publiką świata. Co ciekawe, jego talent był tak wyjątkowy, że zyskał szacunek również innych muzyków i kompozytorów, a zanim nasz bohater ukończył czterdzieści lat zasiadł na fotelu rektora jednej z najlepszych akademii muzycznych i dalej cieszył się autorytetem, sławą, swoimi możliwościami.
Pewnego dnia zorientował się, że gdy gra - jego muzyka nie ma w sobie zwykłej pasji. Nie mógł również komponować. Nie podzielił się jednak z nikim swoim spostrzeżeniem i próbował nadal wykonywać swoją pracę.
Jednak, gdy pewnego dnia wybrał się na spacer wokół gmachu akademii zobaczył na trawniku ogrodnika zasadzającego kwiaty. Podszedł więc bliżej, aby przyjrzeć się jego działaniom. Ogrodnik podniósł głowę, przywitał go uśmiechem i pokazując ręką na klomby powiedział:
- Widzisz mistrzu, ja też mam swoją symfonię - i uśmiechnąl się nieśmiało.
- A co się stało z moją? - spytał z sarkazmem wirtuoz.
Ogrodnik zaprowadził go w pobliże budynku akademii. Stanęli pod ścianą porośniętą, aż po dach wspaniałym bluszczem.
- To Twoje dzieła mistrzu - powiedział - Są piękne, lecz pod nimi została tylko ciemność i wilgoć. Zarosłeś to na czym wzrastałeś.

Co można zrobić z takim bluszczem?

Brak komentarzy: